Wywózki Polaków na wschód w XX wieku

Przed nami 81. rocznica pierwszej wielkiej deportacji obywateli polskich w głąb ZSRS, zorganizowanej przez okupacyjne władze sowieckie.

Najczęstszym miejscem tych zsyłek była Syberia. Deportacje zapoczątkowywały gehennę kilkuset tysięcy Polaków, którzy znaleźli się na nieludzkiej ziemi, tylko dlatego, że 17 września 1939 roku byli obywatelami Rzeczypospolitej Polskiej.

Zsyłka na Syberię była metodą walki z politycznymi przeciwnikami carskiej Rosji

Pierwsze zsyłki Polaków na Syberię nastąpiły kilkadziesiąt lat po ekspansji Wielkiego Księstwa Moskiewskiego na wschód od Uralu, która zaczęła się w połowie XVI wieku. Pierwsi polscy zesłańcy byli jeńcami wojennymi wziętymi do niewoli podczas wojen Stefana Batorego z Iwanem IV Groźnym, czy podczas wojen Rzeczypospolitej toczonych z Moskwą na początku XVII wieku. Polacy dzielili w ten sposób los jeńców innych narodowości (np. Szwedów i Tatarów). W okresie coraz bardziej zarysowującej się dominacji Rosji nad słabnącą Rzeczpospolitą, zsyłki na Syberię dotykały przede wszystkim uczestników walk o uniezależnienie się państwa polsko-litewskiego od rosyjskiego imperium. Taki los spotkał pojmanych do rosyjskiej niewoli uczestników konfederacji barskiej (1767–1772) i insurekcji kościuszkowskiej (1794). Władze carskie traktowały zsyłkę przede wszystkim jako metodę walki politycznej z organizatorami kolejnych „polskich buntów”. Po upadku powstania listopadowego liczbę powstańców zesłanych na Syberię ocenia się na około półtora tysiąca. O wiele większa liczba żołnierzy-powstańców trafiła do rosyjskich karnych batalionów, wysyłanych w szczególnie niebezpieczne miejsca imperium, gdzie państwo Romanowów toczyło walki o rozszerzenie granic lub ustabilizowanie sytuacji w rejonach niedawno zdobytych (Kaukaz, Azja Środkowa).

Najwięcej Polaków trafiło na zsyłkę na Syberię w okresie carskiej Rosji po upadku powstania styczniowego 1863–1864. Ich liczbę szacuje się na około 40 tysięcy osób. Można przyjąć, że ogólna liczba polskich zesłańców w okresie niemal dwustu lat pozostawania pod dominacją rosyjską, czyli od Piotra Wielkiego po okres rozbiorów, nie przekroczyła 100 tysięcy osób.

Kara na zesłanie miała kilka kategorii. Jedną z nich była katorga, czyli zasądzana na podstawie kodeksu wojskowego przymusowa praca w kopalniach, przy budowie linii kolejowych lub w różnych zakładach przemysłowych. Inną kategorią było osiedlenie, zasądzane na mocy wyroku sądowego lub orzeczone w trybie administracyjnym przymusowe osiedlenie na Syberii, połączone niekiedy z utratą praw cywilnych i konfiskatą majątku.

Jednak realia zesłania w epoce carskiej Rosji były zupełnie inne niż w epoce sowieckiej

Dla wielu polskich zesłańców przebywających na Syberii przed 1917 rokiem zsyłka była dotkliwą karą. Była to bolesna tęsknota za krajem i najbliższymi. Jednak wielu polskich zesłańców, zwłaszcza tych szlacheckiego pochodzenia i gruntownie wykształconych, szybko stawało się częścią elity syberyjskiego społeczeństwa. Władze carskie zezwalały na wznoszenie kościołów (np. w Irkucku, Tobolsku czy Tomsku), do których chodzili niemal wyłącznie polscy powstańcy.
Było to nie do pomyślenia w warunkach sowieckich. Nawet przymusowa praca, choć bardzo ciężka, nie była traktowana, jak w okresie komunistycznym, jako metoda fizycznej eksterminacji. Znamienne było na przykład to, że chociaż władze carskie pod koniec XIX wieku doskonale wiedziały o bogatych złożach złota na Kołymie, nie kierowały tam katorżników i osiedleńców, ponieważ wydobywanie tego cennego kruszcu, nawet wykorzystując w tym celu pracę więźniów, wydawało im się nieopłacalne. W okresie sowieckim zaś Kołyma stała się, również dla polskich zesłańców, symbolem syberyjskiego piekła. Co więcej, w okresie carskiej Rosji wielu Polaków nie korzystało z możliwości powrotu do Ojczyzny po odbyciu kary, wierząc, że lepsza przyszłość, także w sensie materialnym, czeka ich na wschód od Uralu. Fenomenem wielce wymownym, a który nie powtórzył się w okresie sowieckim, jest cała plejada polskich odkrywców Syberii, jej przyrody i geografii. Po 1917 roku nie odnajdziemy już nowych Czerskich, Czekanowskich czy Dybowskich. Nikt nie chciał pozostać w stworzonym przez Lenina i Stalina nieludzkim świecie archipelagu gułag.

Syberia w czasach sowieckich = niewolnicza praca w obozach koncentracyjnych

Władze komunistycznej Rosji, a późniejszego Związku Sowieckiego, traktowały zsyłki nie tylko jako instrument na wyniszczenie przeciwników politycznych, ale również jako formę czerpania zysków z niewolniczej pracy więźniów. To wtedy pojawił się nowy sposób organizacji pobytu zesłańców, czyli koncentracyjny obóz niewolniczej pracy, zwany łagrem lub gułagiem. Wyśrubowane normy pracy i nieludzkie warunki przy kilkudziesięciostopniowym mrozie prowadziły do masowej śmierci więźniów. Wciąż niezmiennie przerażają opisy piekła gułagów przedstawione w takich książkach, jak Opowiadania kołymskie Warłama Szałamowa czy Archipelag Gułag Aleksandra Sołżenicyna. Do tych miejsc trafiali obywatele sowieccy ale także obywatele ZSRS polskiego pochodzenia. Gdy w latach 1937–1938 Stalin przystąpił do eksterminacji Polaków żyjących w ZSRS i na terenach dzisiejszej Ukrainy i Białorusi, to obok zabitych około 200 tysięcy mężczyzn, należy liczyć drugie tyle członków ich rodzin, kobiet i dzieci wywiezionych na Syberię!

Podstawowym celem sowieckich deportacji Polaków na Syberię było zniszczenie polskich elit oraz przeprowadzenie czystek etnicznych na Kresach

Po sowiecko-niemieckim rozbiorze Polski we wrześniu 1939 roku masowe wywózki Polaków na Syberię były jednym z podstawowych instrumentów polityki okupacyjnej władz sowieckich. Sowieci mieli dwa podstawowe cele: eksterminację polskich elit politycznych, intelektualnych i gospodarczych, oraz czystki etniczne. Dokładnie takie same cele realizował na ziemiach polskich sojusznik Związku Sowieckiego, czyli III Rzesza. W nocy z 9 na 10 lutego 1940 roku rozpoczęła się pierwsza masowa deportacja Polaków z ziem zawłaszczonych przez Związek Sowiecki, po 17 września 1939 roku. Objęła ona przede wszystkim polskich osadników wojskowych, służbę leśną oraz cywilnych kolonistów. Wywiezieni w tym okresie Polacy trafiali do Kraju Krasnojarskiego i do Komi. Osiedlano ich również w obwodach archangielskim, swierdłowskim oraz irkuckim. Kolejna fala wywózek  miała miejsce dwa miesiące później, w kwietniu 1940 roku. Objęła ona przedstawicieli polskich elit, m. in. urzędników, nauczycieli, sędziów, a także rodziny osób deportowanych w lutym 1940 roku, w tym rodziny polskich oficerów zamordowanych wiosną 1940 roku m.in. w Katyniu. Tym razem stacją końcową był Kazachstan i obwody: aktiubiński, akmoliński, kustanajski, pawłodarski, semipałatyński. W czerwcu 1940 roku wywózki na Syberię objęły przede wszystkim Polaków ze środkowej i zachodniej części kraju, którzy po 1 września 1939 roku szukali na Kresach schronienia przed Niemcami. Przeważnie trafiali oni do obwodu archangielskiego i do autonomicznej republiki Komi, jak również na wschód od Uralu: do Kraju Ałtajskiego, Krasnojarskiego, Jakucji oraz do obwodów swierdłowskiego, irkuckiego, nowosybirskiego, omskiego i czelabińskiego. W maju 1941 roku władze sowieckie podjęły decyzję o dalszym oczyszczaniu wschodnich ziem Rzeczypospolitej. I 22 maja 1941 roku rozpoczęła się kolejna masowa wywózka, tym razem przede wszystkim mieszkańców Małopolski Wschodniej, co w sowieckim znaczyło Zachodnia Ukraina. I tu jak we wcześniejszych wywózkach, ofiarami byli przedstawicieli polskich elit oraz rodzin osób deportowanych wcześniej. W następnym miesiącu doszło do masowych wywózek obywateli państw nadbałtyckich, wcielonych rok wcześniej do ZSRS, a także mieszkających tam Polaków, czyli  Wileńszczyźnie, przekazanej po 17 września 1939 roku przez Sowietów Litwinom. W nocy z 19 na 20 czerwca 1941 roku, czyli na 2 dni przed niemieckim atakiem na Sowietów, rozpoczęła się masowa wywózka Polaków z tzw. Zachodniej Białorusi, czyli województwa białostockiego i poleskiego. Nie przeprowadzono jej jednak do końca z powodu wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej. Część transportów utknęła 22 czerwca 1941 roku i nie dojechała na miejsce swojego przeznaczenia, czyli do Kraju Krasnojarskiego, Kraju Ałtajskiego, obwodu nowosybirskiego oraz Kazachstanu.

Eksterminacja przez pracę w nieludzkich warunkach

Istnieją duże rozbieżności w ustaleniu dokładnej liczby osób wywiezionych w latach 1940–1941 w głąb Związku Sowieckiego. Niektórzy badacze podają liczbę 800 tysięcy do miliona, inni na 300/350 tysięcy. Te ostatnie niższe dane pochodzą z udostępnianych po 1990 roku archiwaliów postsowieckich. Należy jednak zastrzec, że do dzisiaj polscy historycy nie mają pełnego dostępu do tych zbiorów. Jedno jest pewne, przez niemal dwa lata tzw. pierwszej okupacji sowieckiej 1939–1941 na Syberię zostało zesłanych kilkakrotnie więcej Polaków niż przez niemal dwieście lat rosyjskiej dominacji nad Polską przed 1917 rokiem.

Należy pamiętać, że w latach 1939–1941 polscy obywatele ze względu na swoją  narodowość stanowili 80% wszystkich zesłanych na Syberię. Również śmiertelność wśród zesłańców w okresie sowieckim była o wiele większa aniżeli w okresie carskiej Rosji. Ocenia się, że w latach 1939–1941 sięgała nawet 25% osób wywiezionych. Sam moment nachodzenia Polaków przez NKWD na ich domy, gdy dawano kilkanaście minut na spakowanie się. Potem był trwający kilkadziesiąt dni transport na Syberię, w bydlęcych wagonach przy mrozie sięgającym pięćdziesięciu stopni Celsjusza. Często miejscem osiedlenia był zaśnieżony step lub tajga. Śmiertelność zwiększała również mordercza praca w kopalniach złota, niklu, węgla czy uranu. Zachowało się wiele relacji poświadczające zbrodniczą działalność Sowietów.

Transport na Syberię w nieludzkich warunkach

Sytuacja w wagonach była straszna. Na pryczach, pakunkach, walizkach, leżały lub siedziały w kuczki kobiety przez kilka dni nie zdejmując sukien. To też momentalnie pojawiły się wszy. Dzieci ułożone w wygodniejszych miejscach, ale bez dobrego powietrza, ruchu i należytego pożywienia zaczęły gorączkować. Nerwy ludzi, zmęczone zaduchem, brakiem snu, dobrej wody i gotowanego jadła, a nawet dostatecznej ilości wody do mycia, wytwarzały atmosferę nie do zniesienia. Żołnierze NKWD stali się ordynarni, grozili kolbami, ubliżali lub czasem kokietowali prostacko dziewczęta. „Eszelony” wlokły się powoli. Drzwi otwierano tylko przed większymi stacjami, gdzie kilkakrotnie tylko w ciągu 18. koszmarnych dni pozwalano ludziom przejść się, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Robiliśmy widocznie koszmarne wrażenie, bo ludzie tamtejsi patrzyli na nas z trwogą, a często z odrazą, jak na zbrodniarzy. W ciągu 18. dni podano 4 razy ciepłą strawę, raz w nocy, o drugiej, 2 razy wieczorem, 1 raz rano. Była przypalona, wstrętna kasza lub brudna zupa bez tłuszczu.

Relacja 38-letniej Polki zesłanej w kwietniu 1940 roku z Białegostoku do Pawłodaru w Kazachstanie

Mordercza praca:

Sama praca w „łagrze” była niezwykle ciężka. Po śniadaniu, które składało się najczęściej z wody zabarwionej mąką, w której w dobrym wypadku pływało kilka ciemnych „gałuszek”, szło się do pracy, która trwała 10, potem 12 godzin dziennie bez obiadu. Wychodzono na robotę, o ile sobie przypominam, na godz. 7 rano i kończono ją o 17 wieczorem, potem zaś po wybuchu wojny rozpoczynano pracę o godz. 6-tej i kończono o 18 na miejscu pracy. […] O pracy „po specjalności” mowy nie było. Będąc inżynierem pracowałem jako „czarnoroboczy”. Jeśli były prace po specjalności” to częściowo dla lekarzy. Prace ziemne i karczowanie pni (mimo, że należały do robót w „selchozie”) były pracami niezwykle ciężkimi, wobec bardzo ciężkiego gruntu. W miesiącach letnich ogromną plagą były […] jadowite muszki, ogromnie utrudniające nie tylko pracę, ale zalatujące w oczy tak, że patrzeć było trudno.

Relacja 45-letniego polskiego inżyniera ze Lwowa, który w czerwcu 1941 roku trafił do jednego z łagrów na Uralu

Próby ucieczek

Niektórzy jednak nie wytrzymywali nerwowo i mimo szalonych trudności uciekali. Uciec, jak zaznaczyłem nie można było, bo z takiego łagpunktu do centrum prowadziła jedna tylko droga a dookoła była nie przebyta puszcza pełna komarów i innych niespodzianek. Ucieczka taka niezwłocznie bywała spostrzegana. Wysyłano natychmiast pościg, tj. psy policyjne (mieli świetne) i pościg na koniach, w dodatku szedł telefonogram do miasta i tam już organizowano łapankę. Uciekało za mnie kilku (trzech) i nikomu to się nie udało. Zawsze go pies dogonił i pokiereszował okropnie. Później takiego nieszczęśnika sprowadzano do obozu, z którego uciekł, wyprowadzano na trybunę, pod którą zbierano cały łagier, biedak obdarty, przez psa pogryziony i pokryty nieopatrzonymi naumyślnie ranami, zmuszony do publicznego upokorzenia się czyli tzw. pokajania się […] Bardzo to przygnębiający widok. Widać było wyraźnie jak prócz psa był okropnie pobity i złamany, że ze zrezygnowaniem i płaczem wygłaszał nauczoną uprzednio torturami lekcję.

Relacja 39-letniego Polaka zesłanego w 1941 roku do łagru w Iwdielu, rejon Świedrłowska

Kolejne zsyłki Polaków po tak zwanym wyzwoleniu przez Armię Czerwoną

Druga sowiecka okupacja rozpoczęła się w styczniu 1944 roku, kiedy to Armia Czerwona ponownie przekroczyła wschodnią granicę Rzeczpospolitej. Zarówno NKWD jak i sowieckie wojsko natychmiast przystąpiły do walki z polskim ruchem niepodległościowym. Aresztowano cywilnych i wojskowych reprezentantów Polskiego Państwa Podziemnego, którzy na przełomie wiosny i lata 1944 roku w ramach „Akcji Burza” podejmowali walkę z Niemcami, a następnie ujawniali się wobec wkraczających Sowietów. Część z nich od razu zamordowano, wielu zesłano do europejskiej części Rosji i na Syberię. Ocenia się, że do końca 1944 roku z ziem polskich na wschód od Bugu wywieziono w głąb ZSRS około 30 tysięcy ludzi, w tym wielu na Syberię, np. część żołnierzy Armii Krajowej osadzono w tych samych obozach jenieckich, w których wcześniej byli przetrzymywani polscy oficerowie zamordowani w 1940 roku w Katyniu oraz innych miejscach kaźni. W tym samym czasie wydzielone jednostki NKWD wywiozły z centralnej Polski kolejne 5 tysięcy Polaków. Gdy na początku 1945 roku Armia Czerwona opanowała resztę ziem polskich okupowanych wcześniej przez Niemcy, wywieziono do ZSRS około 30 tysięcy polskich obywateli. Około 15 tysięcy górników zostało skierowanych do niewolniczej pracy w Zagłębiu Donieckim na Ukrainie, oraz zagłębiu zachodniosyberyjskim

Uciekinierzy

Chociaż historia ucieczek polskich zesłańców z Syberii jest tak długa, jak historia samych zsyłek, to w epoce carskiej Rosji jedną z najgłośniejszych ucieczek była ta, podjęta przez Maurycego Beniowskiego, dawnego żołnierza Baru, który po wielu perypetiach przedostał się na Madagaskar. Byli także i inni, jak np. Rufin Piotrowski, który w 1846 roku uciekł z Syberii i przez Archangielsk, Petersburg i Królewiec dotarł do Paryża.

W okresie komunistycznym warunki do ucieczki były o wiele trudniejsze, ponieważ reżim więzienny był o wiele surowszy, znacznie liczniejszy aparat dozoru, to i sterroryzowane społeczeństwo niechętne udzielaniu pomocy zbiegłym więźniom. Jednak uciekano. W 1925 roku wśród trzech więźniów, którzy zbiegli z Wysp Sołowieckich do Finlandii był Polak, Edward Malbrodzki. W 1956 roku ukazała się w Londynie książka Stanisława Rawicza The long way, opisująca jego ucieczkę z Jakucji do Indii. Choć istnieją wątpliwości, czy ten opis jest autentyczny i czy faktycznie Rawicz był uczestnikiem tej eskapady, to jednak każdy z opisanych, to uciekinier z przekonania, który i tu zacytuję Aleksandra Sołżenicyna:

Nawet na chwilę nie wyrzeka się myśli, że człowiek za żadne skarby nie powinien godzić się na życie za kratami!
[…] Taki, co znalazłszy się za kratami, całe dni myśli o ucieczce, a całe noce śni o niej.

Aleksandra Sołżenicyna
Udostępnij: